Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 lipca 2012

Recenzja: Miss Sporty - So Clear Coverstick

Na dziś  przygotowałam małą recenzję antybakteryjnego korektora z Miss Sporty (Miss Sporty So Clear Coverstick ANTI-BACTERIAL).

 Dostępność/Cena
Można zakupić go np. w Rossmannie, osiedlowych drogeriach, bardzo możliwe, że w niektórych Naturach za około 8 złotych.

Wybór kolorów
Niestety, Miss Sporty oferuje jedynie dwa odcienie tego produktu:
01 - bardzo jasny
02 - o ciemniejszej barwie

Ogólne informacje

Przeznaczony do cery trądzikowej

Korektora mamy 4,5 g (według mnie, odpowiednia ilość).
Należy zużyć go po 24 miesiącach od otwarcia.
Jest w formie sztyftu, co poniekąd ułatwia aplikacje.

Moja opinia
Kupiłam go 3 miesiące temu (posiadam odcień 02) i od tamtego czasu używam go codziennie. Ubyła ponad połowa produktu. Jestem bardzo zadowolona z wydajności.
Na początku, konsystencja była dość tępa i sucha, co utrudniało mi dobrą aplikację korektora.
Po niedługim czasie używania produkt "wyrobił się", stał się bardziej kremowy, dzięki czemu na skórze ładnie się rozprowadzał, nie tworząc smug, ani nie rolując się.
Niestety, korektor posiada liczne wady... podkreśla suche skórki, trochę wysusza, po kilku godzinach zbiera się w załamaniach, co nie wygląda atrakcyjnie i trudno jest nim zakryć większe zaczerwienienia.
Raczej polecałabym nakładać go palcami (nie polecam używania w tym przypadku pędzli) na drobne niedoskonałości, cienką warstwą.
Podsumowując... produkt nadaje się na niewielkie krostki (takowe świetnie maskuje), jest bardzo wydajny, a cena jest równie przyzwoita. Szkoda jedynie, że mamy tak mały wybór kolorów (polecam 01 na okres zimowy, a 02 na porę letnią).
Czy polecam ?
Jeśli potrzebujecie czegoś taniego to warto zakupić, jeśli borykacie się z większymi problemami, które musicie maskować, niestety So Clear Coverstick odpada :(


Jakich używanie korektorów ?
 Polecacie jakieś ? :)



Buziaki
♥

niedziela, 10 czerwca 2012

Recenzja: Ziaja - Ulga, płyn micelarny

Na dziś przygotowałam recenzję płynu micelarnego Ziaja - Ulga.
Kupiłam go kilka miesięcy temu, gdyż potrzebowałam czegoś do zmywania makijażu oczu. Z racji tego, że lubię testować nowe produkty padło na Ziaje, której nigdy wcześniej nie używałam. Dziś, po długim okresie testowania, śmiało mogę zrobić recenzję tegoż produktu.


Informacje od producenta
Dwufunkcyjny płyn micelarny do demakijażu i oczyszczania skóry wrażliwej.
Zapewnia bezpieczeństwo stosowania, działa jak kojący kompres, zawiera tylko niezbędne składniki receptury.

Preparat hypoalergiczny, bezzapachowy, 0% barwników, 0% parabenó, 0% alkoholu, minimalna bezpieczna ilość konserwantów, przebadany okulistycznie, testowany pod kontrolą dermatologiczną.

WSKAZANIA: dysfunkcje skóry wrażliwej oraz nadwrażliwość oczu.

Informacje ogólne
* Dostępność: Drogerie Rossmann, Drogerie Natura, osiedlowe sklepy, Internet
* Cena: około 10 zł/200 ml
* Preparat testowany dermatologicznie i alergologicznie

Moja opinia
Szczerze mówiąc, nie miałam wygórowanych wymagań co do tego produktu. Chciałam tylko, by dobrze zmywał makijaż. W tej roli się sprawdził, lecz mam pewne zastrzeżenia. Gdy pierwszy raz przetrzemy oczy wacikiem, makijaż rozmazuje się i wnika w drobne zmarszczki, dopiero za drugim i trzecim razem, po większych wysiłkach ze zmywaniem, makijaż znika (nie radzi sobie w stu procentach z produktami wodoodpornymi)  .

Wystarczy niewielka ilość produkt, aby usunąć wszystkie zanieczyszczenia. Według mnie produkt nie jest zbyt wydajny, a szkoda. Szybko znika z butelki, mimo, że nie używam go w dużych ilościach.

Jest bezzapachowy za co daję mu dużego plusa.
Nie podrażnia moich oczy, wręcz przeciwnie, łagodzi je, nie wywołując zaczerwienień. Czuć świeżość na twarzy i czystość.

Do pewnego czasu nie miałabym względem Ulgi żadnych zastrzeżeń, lecz z czystej ciekawości sprawdziłam skład produktu. Zawarty w nim jest DMDM Hydantoin, oczywiście sprawdziłam jak wpływa na skórę i mocno się przeraziłam (więcej informacji na temat tego konserwantu znajdziecie na Snobce). Jest to konserwant, który nie powinien pojawiać się w kosmetykach. Może powodować UWAGA! raka, przyspiesza starzenie się skóry i może działać drażniąco.
Gdybym wiedziała, że Ziaja wpycha takie, za przeproszeniem, śmieci do swoich produktów, nie kupiłabym ich nigdy. Jestem trochę zawiedziona, ale nic z tym faktem już nie zrobię. Zużyję tą butelkę do końca, lecz następnej nie kupię !




Czy polecam Wam ten produkt ?
Sama nie jestem pewna. Ze względu na jego przyjemne działanie bardzo polecam, lecz przez konserwanty zawarte w nim, zdecydowanie odradzam.


Używałyście kiedyś Ulgi, co o niej sądzicie ?
Lubicie kosmetyki Ziaji ?


Dziękuję za komentowanie i obserwowanie mojego bloga :)
Buziaki :*

czwartek, 26 kwietnia 2012

Kilka słów o cieniowym cudaczku :3

Jaki cień może być tak wspaniały, że poświęciłam mu odrębną notkę ? :D  Mam nadzieję, że wszystkim dobrze znany... Satin Taupe z MAC'a :3
Wszyscy wiemy, że MAC to dość droga firma, ale żadna makijażoholiczka się tego nie przelęknie :D Bo co to jest 50 złotych, jak serce domaga się jakiejś, wymarzonej rzeczy ? :D
Jakiś czas temu miałam potrzebę 'tak, o' pozbyć się pieniędzy :D Podczas zakupów, zupełnie znudzona już, spacerowałam między sklepami, aż w moje oczy rzucił się napis "MAC"... pomyślałam "wejdę" i stało się :D Zakupiłam pierwszą rzecz z owej firmy. Niby nic, ale dla mnie wielkie przeżycie ;) Zawsze musi być ten pierwszy raz :)

Dziś postanowiłam, że zaprezentuję Wam to, co już kilka miesięcy temu wylądowało w moim koszyku ;)

Satin Taupe należy do stałej kolekcji MAC'a... jest jednym z najpopularniejszych cieni z tej firmy. Na sto procent widzieliście go już w swoim życiu... na blogach, YT, czy też w realu :D Po prostu musiałam do tych wszystkich recenzji, dołożyć swoją :D


(opakowanie)

Oczywiście kupiłam go ze względu na niesamowity i niespotykany kolor. To połączenie złota, miedzi, brązu, a nawet szarości. W zależności od światła, możemy dostrzec różny odcień drobinek w nim zawartych. Szczególnie wyjątkowo wygląda w świetle dziennym ;)
Kolor jest bardzo delikatny, idealny na dzień (przy odrobinie ciemniejszych cieni w odcieniach brązu i czarnej kredki czy eyelinera, można wyczarować genialny, wieczorowy makijaż). Pigmentacja wspaniała, po prostu bajka *.*
Dodatkowo, jest bardzo wydajny i świetnie się rozciera... jakbym miała porównać go do cienia z Inglota, powiedziałabym, że te Mac'owe są bardziej sprasowane i "tępe" (cienie z Inglota są bardziej pudrowe) i trochę trzeba namachać się pędzlem, żeby nabrać jego odpowiednią ilość.
Jakieś wady ? Cena :( 49 złoty za jeden, mały wkład (1,5 g) :c
Drogo, bo drogo, ale według mnie chyba warto zainwestować ;)

Ja jestem w nim zakochana po uszy :D Polecam, polecam i jeszcze raz POLECAM :D

 (w cieniu)

 (w słońcu)

 (swatche)

(oko pomalowane jedynie tym cieniem)

Używacie cieni z MAC'a ? Lubicie je ? A może dopiero planujecie zakup ? ;)
Dziękuję za komentowanie i obserwowanie mojego bloga :)

Buziaki :*

sobota, 3 marca 2012

Recenzja Essence - Gel eyeliner

Nareszcie, czuję już wiosnę. Jestem bardzo zadowolona z tego powodu, że śnieg zanikł, a coraz częściej wychodzi słońce, które wspaniale przygrzewa :D A co za tym idzie... powoli rozpoczynam sezon na kolorowe makijaże. Uwielbiam kolory, róże, żółcie, czerwienie, kolory pastelowe. Aż czasem przychodzi mi ochota, żeby zaszaleć z jakąś barwą :D Lecz jednak, muszę jeszcze, przynajmniej ten miesiąc zaczekać.
Na dziś przygotowałam coś ogólnie znanego i przez wiele z Was używanego, czyli żelowe eyelinery, a konkretniej, ich recenzję ;) W tej notce zaprezentuje te z Essence. Posiadam trzy, w różnych kolorach (o dziwo, nie mam czarnego :D)
Produkty te kupiłam w zeszłym roku (pod koniec lipca) w Naturze, za około 12 zł. To były moje pierwsze żelowe eyelinery. Nigdy wcześniej, nie miałam okazji z takich korzystać. Tego samego dnia kupiłam do nich pędzelek - Inglot 31T. Nie pamiętam dokładnej ceny, ale było to coś w granicach 24 złotych. Jak nakładałam je pierwszy raz, musiałam trochę się z nimi pobawić, dobrać idealny kształt kreski do oka, dobrze zaaplikować eyelinery, tak żeby nie powstawały prześwity i nic nie było rozmazane. Nie było to skomplikowane :D Z końcowego efektu byłam zadowolona. I w taki sposób stałam się fanką kresek ;)
Powiedziałabym, że są bardziej kremowe (konsystencja przypomina mi krem Nivea), niż żelowe, ale to w żaden sposób mi nie przeszkadza. Nakłada się je przyjemnie, bez większych przeszkód.
Jeżeli chodzi o trwałość... zastygają szybko, ale po kilku godzinach zauważam rozmazania. Ścierają się z powieki, lub "wchodzą" w mniejsze zmarszczki oka. Za to ich nie lubię :(
Dodatkowo, podobają mi się ich opakowania :D Szklane słoiczki z plastikową zakrętką.
Myślę, że niektórym mogą się spodobać, a szczególnie fakt, że są ogólnodostępne, a jak jeszcze nie używaliście żelowych eyelinerów, warto spróbować.


Najczęściej używałam fioletu, szczególnie w okresie jesiennym, lecz na zdjęciu pokazałam drugi, fioletowy eyeliner, ponieważ zakupiłam dwa opakowania :D 
Są bardzo wydajne. Nie trzeba dużej ilości produktu, by stworzyć dopracowaną kreskę. Mimo, że producent poleca zużyć je po 6 miesiącach od otwarcia, ja używam je do dziś (około ośmiu miesięcy) i nic się nie dzieje. Konsystencja i trwałość są takie same jak na początku i nie zauważyłam powstawania grudek.


Każdy kolor jest dość ciemny oraz ma bardzo delikatne drobinki (mogę to nawet nazwać metalicznym połyskiem). Brązowy, w cieniu, wygląda jest czarny, lecz w słońcu, widać już brązowy pigment ;)


Ogólne informacje :
* cena : 11.99 zł
* dostępność : drogerie Natura, Rossmanny
* pojemność : 3ml
* należy zużyć po 6 miesiącach, od otwarcia
*inne : wodoodporny

Wiem, że jest wiele przeciwniczek tych produktów, ale ja w większej części należę do fanek, mimo że nie są to moi ulubieńcy :D

Dodatkowo, zebrałam te wszystkie informacje w tabelce, napiszcie, która forma przekazu informacji o kosmetykach Wam się bardziej podoba - tabela, czy dłuuugi opis ;)

(polecam powiększyć)


Jak zwykle, bardzo się rozpisałam, ale cóż... cała ja :D
Napiszcie w komentarzu czy lubicie żelowe eyelinery, używacie ich, lub testowaliście te z Essence ;)
Dodatkowo, zachęcam do komentowania i obserwowania mojego bloga.
Dziękuję za Wasze opinie :*

Buziaki :*

środa, 22 lutego 2012

Bourjois - 19 Brique Secouriste

Bardzo okazyjnie używam szminek, szczególnie tych w kolorze czerwonym. Według mnie, nie prezentują się ładnie na moich ustach. Nie wyobrażam sobie, siebie w krwistoczerwonej pomadce, natomiast, u innych bardzo podoba mi się delikatny makijaż oka i akcent skierowany na usta.
Całkiem niedawno znalazłam tą szminkę na Allegro. Bourjois - 19 Brique Secouriste (pochodzi z serii DOCTEUR GLAMOUR) to ceglasta czerwień, mimo że w opakowaniu wygląda dość ciemno. Kolor przyjemny, lecz i tak sięgam po nią okazyjnie, polecam na większe wyjścia (w połączeniu z bezbarwnym błyszczykiem wygląda znakomicie). Jest kremowa, bez żadnych drobinek. Na ustach rozprowadza się w porządku, jest dość śliska. Utrzymuje się na nich przez 2 ewentualnie 3 godziny. Oczywiście, mojemu oku nie umknął negatywne strony kosmetyków. Szminka schodzi z ust, pozostawiając obwódkę wokoło nich. Bardzo nie lubię takiego efektu :(
Śliczne opakowanie ma :D Ta srebrna kuleczka na szczycie... ahhh <3 Za co daję plusa ? Za specyficzne kliknięcie opakowania podczas zamykania i otwierania. Słysząc ten dźwięk mam pewność, że dobrze zamknęłam szminkę.
Cena... bardzo taniusia, około 15 zł na Allegro (dostępne są inne kolory). Jest całkiem fajna, polecam ;)


(wygląd i opakowanie szminki)

(swatche)

Szczerze, nie wiem czy ten opis mogę nazwać recenzją :D
Raczej jest to prezentacja produktu z wtrąceniem kilka uwag na jego temat ;)

Dziękuję za wyrażanie swoich opinii/komentowanie/obserwowanie mojego bloga.

Buziaki :*

środa, 15 lutego 2012

Queen Helene - Mint Julep Masque - recenzja

Dziś troszkę z pielęgnacji. Przedstawiam Wam kosmetyk, który mogę nazwać "przeciętniakiem", czyli Mint Julep Masque z Queen Helen.
Może kilka słów od producenta ---> KLIK
Produkt raczej dość znany i przez wielu polecany (przede wszystkim, przeznaczony dla osób z trądzikiem i przetłuszczającą się cerą, ja posiadam cerę mieszaną). Osobiście byłam bardzo pozytywnie do niego nastawiona i już pierwszego dnia, jak do mnie przyszedł, sprawdziłam jego "moce". Umyłam swoją twarz, nałożyłam maseczkę i czekałam ;) Starałam się przykryć nią nos wraz z zaczerwienionymi okolicami, czoło i brodę. Nie nakładałam go na policzki, które są w bardzo dobrej formie, po prostu, nie ma sensu jakoś ich obciążać zbędnymi produktami.
Producent poleca przytrzymać ją na twarzy około 15-20 minut. Tak właśnie zrobiłam. Już po 3 minutach czułam działanie mięty, w pierwszej chwili, przerażając się. Efekt ściągnięcia skóry był dość duży, tak samo jak zmrożenie jej, a maseczka zastygała, powoli wykruszając się z twarzy. Mimo to, zostawiłam ją przez tyle, ile jest polecane. Aplikacja jej była bardzo przyjemna, rozprowadza się genialnie, jest bardzo gładka oraz gęsta. Nie musimy nakładać zbyt grubej warstwy, a nie polecam nakładać warstwy cienkiej, bo według mnie, nie osiągniemy pożądanego efektu. Zmywała się równie dobrze, jak nakładała. Potrzebujemy wyłącznie ciepłej wody i swoich paluszków ;) Po zmyciu tego produktu, twarz osuszyłam ręcznikiem. Moje pierwsze wrażenie... już nie wspominając o pięknym zapachu, w którym się zakochałam (miętowy - który kojarzy mi się z miętowymi lodami i wakacjami, ahh..) skóra w okolicach nosa była mniej zaczerwieniona niż zwykle, za co przyznaję tej masce duzego plusa. Oprócz tego twarz była odświeżona i wyglądała naturalniej. Co okazało się później, kiedy użyłam jej kilka razy, że sprawia jedynie to... nie zapobiega powstawaniu nowych "niespodzianek", a te które występują na mojej twarzy, łagodzi w minimalnym stopniu... sprawia, że cera wokół nich nie jest zaczerwieniona.
Skóra po niej nie była i nie jest przesuszona, w żaden sposób.
Zakupiłam ją na Allegro (tam jest ogólnie dostępna) za około 20 zł.

Ogólnie rzecz biorąc, jest przeciętna. Oczywiście kocham ją za zapach, kolor, konsystencje i to, że nadaje naturalności skórze + fakt, że można się przy niej zrelaksować.
Wydaje mi się, że na innym typie cery, sprawdziłaby się lepiej, więc... jeżeli lubicie takie produkty (i ten zapach) polecam. A jeżeli będziecie tego samego zdania co ja, dajcie znać ;)




Napiszcie w komentarzu czy używaliście tej maseczki, jeśli tak, co o niej sądzicie, bądź... czy postanowicie ją wypróbować ? :)
Muszę podziękować za Wasze komentarze/opinie i obserwowanie mojego bloga :)
To niezwykle miłe :)
Dziękuję :*

Buziaki :*

niedziela, 12 lutego 2012

False Lash Effect Mascara - MAX FACTOR

Maskara to rzecz, którą ubóstwiam i jeżeli miałabym wybrać jeden kosmetyk, bez którego nie ruszę się z domu, zdecydowanie, bez żadnego cienia wątpliwości, wybrałabym ten produkt. Używałam już wielu tuszy do rzęs, z przeróżnych firm... począwszy od czegoś taniego, typu Essence, czy Wibo, skończywszy na tuszach z Chanel i próbce maskary z Estee Lauder. Już byłam gotowa do zakupy pełnowymiarowego opakowania maskary z Estee Lauder (Sumptuous Mascara), ale przez przypadek trafiłam na tego cudaczka z Max Factor (dokładna nazwa to False Lash Effect, Full Lashes, Natural Look Mascara, kolor DEEP BLUE). Przeglądając oferty internetowych sprzedawców (Allegro), natrafiłam na ten kosmetyk. Przede wszystkim, w oczy rzucił mi się kolor - ni to granat, ni błękit. Powiedziałabym, że ten kolor śmiało możemy nazwać KOBALTOWYM. Uwielbiam go, dlatego po niedługim zastanawianiu się nacisnęłam "Kup Teraz". Czasem przydałoby się zabrać mi Internet :D Im więcej z niego korzystam (szczególnie siedząc w sklepach online) tym bardziej mój portfel staje się szczuplejszy. Mniejsza z tym... wracajmy do recenzji produktu ;)
Tak jak wyżej wspomniałam, tusz zamówiłam na Allegro za około 30 zł, co uważam, że jest wielką okazją, natomiast producent podaje oryginalną cenę w wysokości 60 zł ! + polecam szukać cenowych okazji (np. na Allegro), nie kupujcie jej w drogeriach, za tak ogromną kwotę, jak 60 zł.
Paczuszka przyszła do mnie już po kliku dniach, a w niej, jakieś mniej istotne rzeczy i maskara.
Po otworzeniu jej, można tak to ująć, przeraziłam się szczoteczki, która jest dość sporych rozmiarów, a co za tym idzie, bałam się, że jest zbyt duża jak na moje, króciutkie rzęsy. Oprócz tego, kolor na żywo jest jeszcze bardziej intensywny i piękniejszy, niż na zdjęciach, w cieniu wgl nie zauważalny jest niebieski pigment (wygląda na czarny), lecz w słońcu możemy dostrzec jego prawdziwą barwę.
A teraz kilka słów o tym jak się sprawdza... aplikacja sylikonową szczoteczką jest bardzo przyjemna, lecz mam niewielki problem z dokładnym rozprowadzeniem tuszu na krótkich włoskach, tuż przy samym, wewnętrznym kąciku oka, więc pokrywam ich same końcówki, lecz nie jest to coś, czego nie mogę przeżyć ;) Rzęsy pomalowane są w miarę równomiernie. Zdecydowanie wyglądają na dłuższe, lecz nie powiedziałabym, że gęstsze.
Za co przede wszystkim kocham tą maskarę ? Za trwałość... pozostaje nienaruszona przez kilkanaście godzin, nie wykruszając się, mimo tego, że czasem zdarza mi się pocierać oczy palcami (staram się tego oduczyć, ale jakos mi nie wychodzi :(. ) Testuję ją już około 1,5 miesiąca i znalazłam też minusa, w zasadzie, nie do końca... sama nie wiem czy to zdarzyło się naprawdę, albo ja sobie coś wymyśliłam. Zmienił się zapach maskary, na bardziej chemiczny/toksyczny. Przypomina mi zapach mokrego cementu. Możliwe, że stałam się bardziej wyczulona, a ten zapach był od samego początku i mi w ogóle nie przeszkadzał. Oprócz tego, po upływie miesiąca od kiedy zaczęłam jej używać, zauważyłam małe grudki na rzęsach, być może, nakładałam jej za dużo. Widzicie, tak ją kocham, że nie dopuszczam do siebie myśli, że coś się może w niej zmieniać, na negatyw :D
Czy polecam ? Oczywiście... jest jedną z lepszych maskar, jakich kiedykolwiek używałam.
Czy kupię ponownie ? Bardzo możliwe, ale chyba w innym kolorze, bardziej uniwersalnym ;)

Ogólne informacje
- pojemność : 13.1 ml
- dostępność : sklepy internetowe, przypuszczam, że niektóre drogerie np. Rossman
- należy zużyć po 6 miesiącach od otwarcia
- czarne, plastikowe opakowanie, sylikonowa szczoteczka
- więcej inf. znajdziecie tu : Informacje od producenta

 Moja ocena
Cena (60 zł) - 2/10
Kolor (z tego co się dowiedziałam, dostępne są jeszcze inne kolory np. czarny, brązowy) - 9/10
Opakowanie/szczoteczka - 8/10
Spełnianie swojego zadania (wydłużanie, podkręcanie, zagęszczanie rzęs) - 7/10
Trwałość - 10/10

Razem - 36/50

Gdyby nie ta okropna cena, ogólna ocena produktu byłaby znacznie wyższa ;)


(opakowanie/aplikator maskary)
przepraszam na drugim zdjęciu, za uszkodzony paznokieć
ale niechcący złamałam go w trakcie robienia zdjęć i zapomniałam
go wyrównać, ale na obecną chwilę, jest już w lepszym stanie


 (przed)

(po)


Napiszcie w komentarzu co sądzicie o tej maskarze, lub, czy kupicie ją ? ;)
Dziękuję za Wasze opinie :)

Buziaki :*

niedziela, 5 lutego 2012

Coś na usta...

Nie jestem ogromną fanką produktów do ust, ale czasami, mam ochotę zabawić się kolorem i coś na nie nałożyć :)
Te produkty pokazywałam w letnich zakupach, natomiast dziś, przyszła pora na ich recenzje.

Pierwszy z nich to
Essence - Stay with me - longlasting lipgloss. Błyszczyk, który zdecydowanie zauroczył mnie swoim, soczystym, pięknym kolorem (03 CANDY BAR).
Przede wszystkim, dostępnych jest, wiele kolorów (od kolorów nude, po wyraziste róże i fiolety), dzięki czemu, możemy wybrać coś idealnego dla siebie.
Jeżeli chodzi o trwałość... utrzymują się dość długo, ze względu na swoją konsystencje - gęstą oraz klejącą. Kolor schodzi z ust równomiernie i nie zbiera się w tzw. zmarszczkach na naszych wargach.
Oczywiście pięknie pachnie... uwielbiam zapachy błyszczyków Essence.
Bardzo Was przepraszam, ale nie byłam w stanie zrobić zdjęcia aplikatora, który posiada ten produkt, mam nadzieję, że mi wybaczycie.
Czy znalazłam jakieś minusy w tym produkcie ? Raczej nie
, oprócz rzeczy której nienawidzę, czyli przyklejania się włosów do moich ust...grrrr. :(
Mimo to, polecam, jeżeli lubicie tego typu błyszczyki. :)


Ogólnie informacje :
Pojemność - 4 ml
Należy zużyć wciągu 12 miesięcy od otwarcia
Dostępność - Drogerie Natura + niektóre, większe Rossmany
Cena - około 9 zł
Ocena - 9/10


(Essence - Stay with me - longlasting lipgloss)
03 CANDY BAR
  
Soft Mat Lipcream to chyba kultowy produkt firmy MANHATTAN. Większość bloggerek miała z nim kontakt i wypowiada się na jego temat pozytywnie. Ja też dołączam się do tego grona.
Mimo, że nie lubię matu na swoich ustach, ten produkt, matowy właśnie, nie przeszkadza mi w jakimś, większym stopniu. Jego plusy... przepiękny zapach, wydaje mi się, że wyczuwam wanilię ;) Następna rzecz, kolor (53 M - bardzo podobny do koloru błyszczyka, pokazanego wyżej) oraz trwałość. Na ustach utrzymuje się około 3-4 godzin, lecz... zbiera się w kącikach ust i rowkach. Bardzo tego nie lubię. Oprócz tej barwy, znajdziemy jeszcze kilka innych. Widziałam jasne róże, bardziej soczyste kolory i beże, jeden nawet sama posiadam KLIK ;)
Niestety, ale przy tym produkcie, znalazłam wadę, strasznie wysusza moje usta ! Musiałam nakładać pod niego balsam, mocno nawilżający. + wygląda bardzo nieładnie, gdy na ustach mamy skórki... polecam (przed nałożeniem go) zrobić cukrowy peeling na usta :)

Ogólnie informacje :
Pojemność - 6,5 ml
Należy zużyć wciągu 24 miesięcy od otwarcia
Dostępność - Drogerie Natura + niektóre, większe Rossmany
Cena - około 15 zł
Ocena - 8/10


(MANHATTAN - Soft Mat Lipcream)
53M



































Na koniec, produkty pokazane na ustach :)

(Produkty na ustach)





































 Uff... to chyba wszystko na temat tych, dwóch produktów ;)
Napiszcie w komentarzu co o nic sądzicie, czy używaliście ich, a może, zachęciłam Was do ich kupna ?
Dziękuję Wam pięknie.

Buziaki :*

+ taka mała ciekawostka... przed sekundą zauważyłam, że jest już ponad 8000 wejść !
Dziękuję Kochani :*

niedziela, 29 stycznia 2012

Perfumy...

Każda kobieta lubi pięknie pachnieć, mieć swoją ulubioną woń, po którą z przyjemnością sięga każdego ranka oraz patrzeć na wspaniałe, fantazyjne lub klasycznie buteleczki. Według własnego gustu, wybieramy zapach, który najbardziej Nam odpowiada.
Natomiast ja, zdecydowanie preferuję słodkie, delikatne, bardzo kobiece zapachy, które kojarzą mi z najpiękniejszą porą roku - latem. 
Dziś przedstawię Wam kilka moich flakoników z perfumami. Wybrałam te, które uważam za najpiękniejsze, pod względem zapachu oraz designu buteleczki :)


 LOLITA LEMPICKA

 Opis produktu :
(informacje pochodzą z Wizażu)
 Pierwszy z zapachów Lolity Lempickiej - kobiecy, zmysłowy, kwiatowo-orientalny. Jasny i niepokojący. Wprowadza nas w zaczarowany świat fantazji. Uwodzi aromatem i flakonem w kształcie jabłka - zakazanego owocu. Oplata z lekkością bluszczu, kusi kontrastami anyżku, kwiatów i słodkich migdałów, by na koniec spowić ciepłem wanilii, słodyczą karmelu i elegancją wetiwerii z akordem niepokojącego piżma. Niebezpieczny, jak ogień pod lodem i... jak kobieta. Występuje w jednym stężeniu - wody perfumowanej.

nuta głowy: lukrecja, bluszcz, anyż gwiaździsty z dodatkiem orientalnych nut kwiatowych
nuta serca: fiołek, irys, wiśnia amarena
nuta bazy: wanilia, pralinka, bób tonka, wetiweria, piżmo, paczula.

 Moja opinia :
 Chyba wicie z jakiego powodu kupiłam te perfumy ? ;)
Oczywiście, urzekła mnie buteleczka. Niecodzienna, fantazyjna i przede wszystkim, przepiękna.
Jeżeli chodzi o zapach... jest bardzo przyjemny, słodki i kobiecy, taki, jaki lubię najbardziej.
Utrzymuje się długo na ubraniu, do kilkunastu godzin ! Jest bardzo intensywny.
Wiem, że niektóre kobiety nie przepadają za tym zapachem, twierdząc, że jest nieuniwersalny, natomiast ja jestem w nim zakochana. Nałogowo używałam go w 2011 r. Niestety, wykorzystałam go do samego dna.
Czy kupię ponownie ? Bardzo prawdopodobne, ale poczekam na jakąś promocję w Super-Pharm.

Cena (według producenta) :
  180 zł / 30 ml; 270 zł / 50 ml; 350 zł / 100 ml


 ORIFLAME - PRECIOUS MOMENTS

Opis produktu :
(informacje pochodzą z Wizażu)
Pięknie oszlifowany flakon uwieńczony korkiem w postaci odpinanego pierścionka skrywa fascynujący zapach wzbogacony diamentowym pyłem.Wyczuwalne soczyste nuty jabłka i poziomki idealnie współgrają z kwiatowym sercem,a charakteru kompozycji dodają ciepłe akordy drzewne.Przed użyciem należy delikatnie wstrząsnąć flakonem,aby równomiernie wymieszać drobinki,które rozświetlą skórę cudownym blaskiem

Nuty zapachowe:
nuta głowy: czarna porzeczka, czerwone jabłko, jeżyna, poziomka
nuta serca: jaśmin, magnolia
nuta bazy: piżmo, karmel, akordy drzewne

Moja opinia :
I znów... kupiłam coś ze względu na wygląd, lecz zapach też się liczy, ale w takich przypadkach, w mniejszym stopniu ;)
Oriflame - Precious Moments to ciężki do opisania zapach.  Jest świeży, owocowy, a zarazem, według mnie, odrobinę klasyczny. Na początku, był dla mnie duszący, nie przepadałam za nim, ale po pewnym czasie, przekonałam się do niego. Często używam go nadzień, lecz bardziej pasuje na większe wyjścia.
Uwielbiam ten flakon, przypominający diament. Dodatkowo, pyłek/brokat znajdujący się w środku dodaje mu specjalnego "charakteru". Na butelce, pierwotnie znajdował się pierścionek, ale musiałam go zdjąć i położyć w swoim kuferku na biżuterię :D
Trwałość perfum jest średnia, utrzymują się kilka godzin, lecz da się to im wybaczyć.

Cena (według producenta) :
 90zł / 50ml


YVES ROCHER - AQUARELLES VEGETALES

 Opis produktu :
(informacje pochodzą z Wizażu)
 Soczyste owoce pełne słońca, zmoczone letnim deszczem... To była inspiracja do stworzenia tego owocowego zapachu, z lekką nutą cytrusową. Zapachu buzującego latem, wakacjami i radością.
Doskonały na ciepłe dni, zapewni świeżość i lekkość.

Nuty zapachowe: passiflora, cytryna, klementynka, pomarańcza.

 Moja opinia :
Tak ! Zdecydowanie to mój zapach ! Zakochałam się w nim od pierwszego...powąchania ;)
Słodki, świeży, a przede wszystkim letni zapach. Kiedy mam dość zimy, wyciągam te perfumy, używam ich i od razu robi mi się cieplej :)
Niestety, muszę ponarzekać trochę na ich trwałość. Co tu dużo mówić, nie są trwałe !
Przestaję je czuć, już po około godzinie. Nie mam pojęcia czemu tak się dzieje. Może po prostu przyzwyczajam się do nich? Lub stają się mało intensywne... nie wiem, po prostu, nie wiem.
Szkoda, bo tak jak wyżej napisałam, uwielbiam je.
Natomiast, znalazłam plusa. Są bardzo wydajne. 75 ml używam już rok, mimo mojego nałogowego korzystania z nich, w okresie wiosenno-letnim. Została mi końcówka, ale jak się skończą, polecę po drugą buteleczkę.
Gorąco polecam ! :)

Cena (według producenta) :
115zł / 100ml


 ELIZABETH ARDEN - 5TH AVENUE

 Opis produktu :
(informacje pochodzą z Wizażu)
Zapach na każdą okazję. Elegancki, ale i frywolny. Prosty, ale i skomplikowany...jak kobieta.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: jabłko, brzoskwinia, drzewo różane, ananas
nuta serca: frezja, róża, jaśmin, kosaciec florencki
nuta bazy: cedr, ambra, piżmo.
 
 Moja opinia :
Fakt,  ten zapach jest elegancki, bardzo elegancki. Zdecydowanie wybieram go na ważne wydarzenia, kiedy potrzebuję coś prostego, uwieńczającego mój strój. To ten zapach.
Wydaje mi się, że nie przypasuje młodym Paniom, bynajmniej, większości.
Co tu dużo go opisywać... po prostu, klasyk ! I tego się trzymajmy.
Buteleczka... nieskomplikowana, złota, ozdobna. Pięknie prezentuje się na półce z kosmetykami.
Oczywiście polecam osobom, które preferują takie zapachy.

Cena (według producenta) :
50zł / 30 ml


 TRUTH CALVIN KLEIN

  Opis produktu :
(informacje pochodzą z Wizażu)
 'Truth' urzeka prostotą opakowania, a sam zapach przypomina swoją lekkością i świeżością wiosenny poranek. 'Truth' należy do tych rzadkich perfum, które łączą w sobie niezwykłą delikatność z wszechogarniającą zmysłowością.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: cytryna, bergamotka, bambus
nuta serca: sandałowiec, peonia
nuta bazy: wanilia, biała ambra.

Moja opinia :
Te perfumy opiszę krótko. Piękne !
Dla mnie, mocne, zarazem świeże, ale nie duszące. Trudny zapach, który może nie przypasować każdemu.
Nie używam ich nadzień, raczej polecam na wieczorne wyjścia.
Znalazł się też minus, cena. Ze względu na nią, nie kupię drugiej buteleczki.

Cena (według producenta) :
ok. 216zł / 50ml  


 YVES ROCHER - SO ELIXSIR

  Opis produktu :
(informacje pochodzą z Wizażu)
Urzekająca zapachem orientalna kreacja z 2009 roku takich kreatorów jak Olivier Creps, Marie Salamagne i Jecgues Cavallier.
Nuty zapachowe: bergamotka, róża damasceńska, jaśmin, esencja paczuli, bób tonka i ekstrakt kadzidła - zapach prawdziwie kobiecy, ciepły, otulający i zmysłowy niczym orientalne olejki.
Podaruj sobie odrobinę rozkoszy w chłodne jesienne wieczory...

Nuty zapachowe: bergamotka, róża damasceńska, jaśmin, esencja paczuli, bób tonka, ekstrakt kadzidła

Moja opinia :
Uwielbiam jaśmin pod każdą postacią, dlatego pokochałam te perfumy.
W zwykłej, proste buteleczce, kryje się niezwykły zapach !
Ahhh... rozpływam się jak go wącham. Utrzymuje się bardzo długo, podobnie jak Lolita Lempicka. I również znalazł się w moich ulubieńcach 2011 roku.
Na zdjęciu widzicie, prawie pustą, pierwszą butelkę tych perfum. Jak wycisnę z niej ostatnią kroplę, to wyciągnę kolejny flakonik z pudełeczka, który czeka na swoją kolej.
Gorąco polecam wszystkim fankom jaśminu i nie tylko ! :)

Cena (według producenta) :
Cena: 195zł / 50ml


ORIFLAME - ENIGMA

  Opis produktu :
(informacje pochodzą z Wizażu)
Uwodzicielski wdzięk róży i rozkwitającego nocą jaśminu łączy się ze zmysłowością paczuli, nadając kompozycji intensywność i głębię.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: kwiat brzoskwini, frezja, czarna róża
nuta serca: jaśmin, kwiat pomarańczy
nuta bazy: drzewo sandałowe, orchidea, ambra, paczula

Moja opinia :
Ostatni już zapach, o którym możecie przeczytać w tej notce - Enigma.
Bardzo zmysłowy zapach. Dostawałam dużo komplementów, gdy go używałam.
Ten zapach, sama nie wiem czemu, kojarzy mi się z nocnymi spacerami po ogrodach.
Bardzo, bardzo go lubię, może w dużej części za buteleczkę ;)

Cena (według producenta) :
Cena: 109zł / 50ml


I w taki sposób przedstawiłam Wam moje perfumy, nie wszystkie, ale tych "wybrańców".
Napiszcie w komentarzu czy macie któreś z tych perfum, bądź planujecie kupić i co o nich sądzicie.

Buziaki :*

sobota, 15 października 2011

Ziaja kremy do rąk - recenzja, przeprosiny + mały bonusik

Witajcie.

Na samym początku chciałam Was ogromnie przeprosić za moją dłuuugą nieobecność. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie, ale miałam ku temu powody. Na początku Blogger sprawiał mi duże problemy, następnie nawalił mi laptop, cierpiałam na brak czasu i po powrocie z zajęć nie miałam już siły na nic.
Dziś wracam do Was z krótką recenzją kremów do rąk z Ziaji.
Posiadam trzy o różnych zapachach - kozie mleko, oliwkowe i kokosowe.
Zaczynamy recenzję !

OPIS PRODUCENTA

Oliwkowa, naturalna odżywka skóry - krem jest przeznaczony dla skóry suchej i normalnej.
Odżywczy krem regenerujący skórę rąk i paznokcie.

Sposób użycia :
Krem wmasować w skórę dłoni po każdym myciu. Przy bardzo przesuszonej skórze 1-2 razy w tygodniu stosować dodatkowo oliwkową maskę do rąk i paznokci.


Kozie mleko, odżywianie, wygładzanie - krem przeznaczony jest dla skóry suchej i skłonnej do zmarszczek.
Aktywny preparat o bogatej, nowoczesnej formule, regenerujący skórę suchą i mało elastyczną

Sposób użycia :
Krem wmasować w paznokcie i skórę dłoni. Stosować kilka razy dziennie, zwłaszcza po myciu rąk.

Kokosowa terapia skóry i zmysłów - krem pielęgnujący skórę narażoną na częsty kontakt z detergentami i wrażliwą. Zmiękcza i wygładza skórę dłoni. Wzmacnia paznokcie. Dodatkowo zapewnia przyjemne uczucie świeżości i podnosi komfort stosowania

Sposób użycia :
Krem nanieść na umytą skórę dłoni i delikatnie wsmarować. Stosować kilka razy dziennie.


KONSYSTENCJA I KOLOR

Każdy krem ma biały kolor. 
Ich konsystencja jest średnio gęsta, rozprowadza się bardzo dobrze, dokładnie i szybko się wchłania. 
Jest wydajny.

9/10

OPAKOWANIA, DOSTĘPNOŚĆ I CENA

Opakowania są tradycyjne - plastikowe, spłaszczone tubki. Są solidne i jeszcze mi się nie zniszczyły.
 Krem można łatwo wydostać z pojemniczka.
Te produkty możecie dostać w mniejszych sklepikach i różnych drogeriach np. Rossmanach, za niewielką cenę, około 7 zł.
Mają 80 ml pojemności.

9/10

DZIAŁANIE
Kremy nie mają jakiegoś wspaniałego działania. Fajnie nawilżają skórę, wygładzają ją, ale na dość krótki czas. Nie wygładzają zmarszczek. Na paznokcie również fajnie nie działają, natomiast ładnie nawilżają skórki, na dość długi czas.
Mają bardzo przyjemne zapachy, ale zapach kremu kokosowego, powoli zaczyna mi przeszkadzać, jest dość mdły.

5/10

Ogólna ocenia - 23/30

Czy polecam ? - Tak, jeśli chcecie tani krem, który nawilży wasze skórki, ma ładny zapach i jest wydajny.
Natomiast, jeżeli szukacie kremu mocno nawilżającego, to ten się nie sprawdzi.


Teraz mały bonusik. Niedługo planuję małe rozdanie, w którym będzie mogli wygrać lakiery firmy Essence. Jeszcze nie wiem kiedy je zorganizuję, ale NA PEWNO odbędzie się przed Świętami Bożego Narodzenia.
Więc czekajcie i czekajcie :)


I to na tyle :)
Napiszcie w komentarzu co sądzicie o tych kremach, czy próbowaliście ich.
Dziękuję Wam również za wsparcie, komentarze w tym czasie jak mnie nie było :)

JEŻELI PODOBA CI SIĘ MÓJ BLOG ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA I OBSERWOWANIA :)

Buziaki :*

sobota, 10 września 2011

Recenzja - Herbal Care, Szampon Pokrzywowy

Witajcie.

Na wstępie chcę Was przeprosić za kolejną nieobecność. Związane jest to oczywiście ze szkołą.
Wracając do tematu. Dziś kolejna recenzja. Tym razem postawiłam na recenzję szamponu pokrzywowego Herbal Care firmy Farmona.
Szampon kupiłam jakiś czas temu, gdy skończył się mój ulubiony lawendowy szampon z Ziaji, którego zużyłam już kilka butelek.




OGÓLNY OPIS PRODUCENTA

Szampon naturalny, łagodny dla włosów, przyjazny dla środowiska. Wyprodukowany na bazie krystalicznej, górskiej wody źródlanej, zawiera roślinne składniki z czystych ekologicznie terenów. Nie zawiera SLS, formaldehydu i parabenów. Zawartość ekstraktów ziołowych może powodować wytrącenie się osadów i zmętnienie.
Więcej inf. na drugim zdjęciu.

 
MOJA OPINIA

Szampon pachnie specyficznie, pokrzywą. Zapach w żadnym stopniu mi nie przeszkadza. Ma rzadką konsystencje, prawie jak woda. Wystarcza go niewielka ilość, by został równomiernie rozprowadzony na włosach (niestety, ale zamiast pompki ma dziurę i sporo produktu się marnuje). Pieni się w miarę OK. Włosy myją się w porządku, są lekkie i wyraźnie, bardziej puszyste. Nie podrażnia głowy, ale po dłuższym stosowaniu zauważyłam, że pojawiają się niewielkie ilości łupieżu. Nie wiem czy mi się wydawało, czy nie, że ten produkt wywołuje łupież, ale niestety się pojawił. Na szczęście na krótko. Po umyciu włosy trochę się plątały, ale to normalne u mnie :( Przetłuszczały się po 2-3 dniach, więc nic nowego. 
Szampon kosztował ok. 8 zł, a jego pojemność wynosi 300 ml.
Bardzo podoba mi się jego naturalny skład, ponieważ moje włosy delikatnie odżyły. 
Czy polecam ten szampon? Tak, jeśli chcecie spróbować coś naturalnego, za niewielkie pieniądze. 
Powinien u Was się sprawdzić. U mnie wszystko było OK. 
Jeśli miałabym go ocenić, dostałby 7/10 (odjęłam mu 3 pkt. za spowodowanie niewielkiego łupieżu).
 
I to na tyle :)
Napiszcie w komentarzu co sądzicie o tym szamponie, czy próbowaliście go, a jeśli tak, to czy spowodował u Was łupież ?


JEŻELI PODOBA CI SIĘ MÓJ BLOG ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA I OBSERWOWANIA :)

Buziaki :*
 

niedziela, 14 sierpnia 2011

Beauty Blender w wersji Sephora

Witajcie Kochani :)

Dziś u mnie za oknem piękna pogoda, aż chce się pisać notki :) Wakacje lecą bardzo szybko (jak nigdy), więc korzystam z ich uroków i mojego wolnego czasu :) Oczywiście ostatnio wybrałam się na małe-duże zakupy i "przywlokłam" ze sobą kilka drobiazgów. Na mojej liście zakupów znalazł się również BeautyBlender, lecz nie oryginalny, ale w wersji Sephora o nazwie PRECISION SPONGE :) Niestety, ale wersja oryginalna jest trudno dostępna w Polsce i kosztuje nie mało :( Ale mi to nie przeszkadza, ponieważ pocieszyłam się tańszym odpowiednikiem tej gąbeczki :P
Dla tych co nie wiedzą, czym jest BeautyBlender. Jest to różowa gąbeczka w kształcie jajka, umożliwiająca aplikacje podkładu w sposób nieskazitelny (przez wklepywanie podkład będzie rozprowadzony równomiernie, dokładnie i stanie się lekki na buzi). Jest to również alternatywa pędzli. Wydaje mi się, że jest to po prostu gadżet, lecz warty uwagi, ale nie za kwotę ok. 80 zł jaką musimy zapłacić w Polsce.   
Wracając do tematu. Moje gąbczaste jajeczko wygląda tak :



Zdjęć dużo, ale chciałam Wam wszystko dokładnie pokazać. A teraz kilka słów o samej gąbeczce.
Ten mały "bajer" kosztował mnie, aż 39 zł. Nie wiem czy to dużo, czy mało, ale ja jestem z niego w pewien sposób zadowolona i chyba wersji oryginalnej nie kupię (a może, kto wie) :P
Po zmoczeniu nie zwiększa swojej wielkości, w przeciwieństwie do oryginału.
Strona okrągła jajeczka ma służyć do rozcierania, "blendowania" podkładu, a szpiczasta strona do nakładania korektora lub rozcierania podkładu w trudno dostępnych miejscach. Do nakładania produktu, szczerze mówiąc, się nie nadaje, ponieważ tworzą się niewielkie smugi, lecz jako "rozcierach" idealnie się sprawdza. Precision Sponge możemy używać na mokro (gąbeczka musi być delikatnie zwilżona) lub na sucho. Ja wolę wersje suchą. Ten gadżet wykonany jest z elastycznej gąbki, która bardzo fajnie "biega" po naszej twarzy, ale również strasznie szybko chłonie podkład i ciężko ją domyć, co sprawia, że jest trochę niehigieniczna. Na zdjęciu dokładnie nie widać jej zabrudzenia, ale myłam ją 4 razy i nie domyłam za dużo.
Kolejny minus to fakt, że musimy prać ją po każdym użyciu :(
Bardzo zauroczył mnie jej kształt i pomarańczowy znak Sephory :D
Przypuszczam, że ten gadżecik starczy mi na ok. 3 miesiące jak jego oryginalny brat.

Uważam że, BeautyBlender i jego cała, tańsza rodzina to rzeczy, których nie musimy mieć, ale możemy spróbować :P

Czy polecam ? Jeżeli lubicie nowości to TAK, a jeżeli możecie bez niego żyć to NIE.

Mi osobiście podoba się ten aplikator, ale każdy będzie miał swoje zdanie na jego temat :)
Jeżeli chcecie porównania go to oryginalnego jajeczka, zapraszam TU
Mimo wszystko sądzę, że w moim przypadku lepiej sprawdzają się pędzle.

I to na tyle :)
Napiszcie w komentarzu czy macie BeautyBlender lub czy chcecie go zakupić :)

JEŻELI PODOBA CI SIĘ MÓJ BLOG ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA I OBSERWOWANIA :)

Buziaki :*
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...